13 października 2010

Dziś w roli głównej wtorkowy zachód Słońca.



Być może jestem dziwna, bo nawet chodząc unoszę głowę i patrzę w niebo ("być może" brzmi tu raczej przypuszczająco, niż twierdząco), ale dla mnie Niebo jest cholernie magicznym "obiektem" (raczej błękitnym pejzażem), i choć od magii trzymam sie z daleka, ono przyciąga mój wzrok zawsze. Stamtąd wyczytałam chyba najwięcej marzeń, tam widzę najwięcej wspomnień. Jest jak film dokumentalny o mnie samej. O mnie i o niektórych z was, bo was znam, ale to jaką odgrywacie tam rolę zależy tylko od was. Bardzo chciałabym wiedzieć jak nazwać tę pokrętną lecz uwielbianą przeze mnie moją własną osobowość, która pozwala mi to wszystko tak łatwo dostrzec, bardzo.
 
 
 
  Wybaczie mi zdjęcia z telefonu, ale zrobione są symbolicznie. Dla Natalii.