25 lutego 2011

Przystopować po całym tygodniu nauki nie jest łatwo, nie mnie.

14 lutego 2011

Konstrukcja życia - z pozoru skomplikowana budowa, która nie jest znana większości ludziom, głównie tym błąkającym się bez celu i wbijającym próżność w swoje ścieżki coraz głębiej. Ja swoją znam, czuję i sama jestem gotowa przyznać sobie słuszność. Otóż, moje życie składa się wyłącznie z ciągłych przemyśleń i marzeń. (Może to i brzmi infantylnie, ale jest zupełnie odwrotnie - czasem mam wrażenie, że żyję tu od jakichś osiemdziesięciu lat, a lata te nie były kolorowe, ani nawet czarno - białe. Były w kolorze sepii.) Przemyślenia zabijają moją wiarę we wszystko i chęć do życia ze szczerym uśmiechem na twarzy. Marzenia natomiast koją to, co naruszą te pierwsze. Filozofowanie w moim wydaniu nie jest zdrowe dla mojej psychiki, która - wydawałoby się - wytrzyma wiele. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Wracając do fantazji, imaginacji, jakimi są marzenia, można porównać je do agawy (rośliny, która kwitnie tylko raz w swoim życiu), a ludzi do ślepców. Wzrastając, roślina jest zbyt niedojrzała, by po nią sięgnąć, a więdnąca nie odrodzi się nigdy więcej. Po marzenia trzeba sięgać tylko wtedy, kiedy osiągają fazę pełnego rozwoju. My, jako "niewidomi", możemy tylko przeczuwać w jakim momencie wyciągnąć dłoń.

10 lutego 2011

Chęć wyjścia poza dom w trampkach graniczy w mojej głowie z całkiem niemałym marzeniem. Tak, należę do osób narzekających na zimę, mam gdzieś, że jest luty i śniegu powinno być po kolana. Śniegu jednak nie ma, a kalendarz jest kalendarzem - mamy luty. Ubolewam również nad tym, że wcześniej niechciane przeze mnie ferie dobiegają końca. Bywa, że sama siebie nie rozumiem...
A teraz idę, zaznaczę sobie dzisiejszą datę w kalendarzu, bo właśnie budzi się we mnie niezły malkontent, a nie chcę powtórzyć tego za rok.

6 lutego 2011

Ostatnio zauważyłam, że zamiast fotografowania wolę ubierać wszystko w słowa. Zapewne to skutki niepogody, ale przynajmniej odpocznę od zdjęć i nabiorę sił na nowe, lepsze.

Dni mijają. Najzabawniej te w towarzystwie małej Zuzi, którą w następnym tygodniu kradnę do siebie na noc. Nie będzie to noc przegadana, chociaż mała, jak na 7 miesięcy, gaworzy/śpiewa/"gada" całkiem nieźle. : ) Muszę się więc nacieszyć wolnym czasem, bo powrót do szkoły i ostatnie dwa miesiące w niej spędzone będą bardzo zawiłe, a moje nastawienie (w walce o jeszcze lepsze oceny) bojowe.