14 lutego 2011
Konstrukcja życia - z pozoru skomplikowana budowa, która nie jest znana większości ludziom, głównie tym błąkającym się bez celu i wbijającym próżność w swoje ścieżki coraz głębiej. Ja swoją znam, czuję i sama jestem gotowa przyznać sobie słuszność. Otóż, moje życie składa się wyłącznie z ciągłych przemyśleń i marzeń. (Może to i brzmi infantylnie, ale jest zupełnie odwrotnie - czasem mam wrażenie, że żyję tu od jakichś osiemdziesięciu lat, a lata te nie były kolorowe, ani nawet czarno - białe. Były w kolorze sepii.) Przemyślenia zabijają moją wiarę we wszystko i chęć do życia ze szczerym uśmiechem na twarzy. Marzenia natomiast koją to, co naruszą te pierwsze. Filozofowanie w moim wydaniu nie jest zdrowe dla mojej psychiki, która - wydawałoby się - wytrzyma wiele. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Wracając do fantazji, imaginacji, jakimi są marzenia, można porównać je do agawy (rośliny, która kwitnie tylko raz w swoim życiu), a ludzi do ślepców. Wzrastając, roślina jest zbyt niedojrzała, by po nią sięgnąć, a więdnąca nie odrodzi się nigdy więcej. Po marzenia trzeba sięgać tylko wtedy, kiedy osiągają fazę pełnego rozwoju. My, jako "niewidomi", możemy tylko przeczuwać w jakim momencie wyciągnąć dłoń.
