26 listopada 2010

 W pjatnicu...

Tym razem optymistycznie. Dlaczego? Bo jest piątek, a w piątek mogę wziąć w rękę moje zeszłotygodniowe łupy książkowe, które kuszą mnie cholernie, jak to książki. Nie wiem kto zaraził mnie tą miłością, ale jak się dowiem to mu podziękuję (i ukradnę jego książki ; D).



Chciałabym... muszę (!) zebrać się w sobie i znaleźć przynajmniej godzinę na porządne zdjęcia. Modelkom na razie mówię: nie. Nie mam cierpliwości i przestaniecie mnie lubić jak schrzanię waszą pracę i zburzę nadzieje na dobre ujęcia : ). Tak mówię za to naturze martwej. Tylko when?

24 listopada 2010

Zimno, maturalnie, beznadziejnie...

...i jak zwykle "optymistycznie".

19 listopada 2010

Piątkowy ból głowy po całym tygodniu nauki. To miłe, nie ma co. Cieszę się, że znam treść "Granicy", nawet bardzo, gdyż mądra książka to dla mnie świętość, a tę polubiłam (nie za bohaterów, a za autorkę), ale nie cieszę się, że czeka mnie weekendowa powtórka wszystkich możliwych lektur. 

14 listopada 2010

14 listopada

Za kilka dni czekają nas kolejne matury, a tu na łóżku obok mojego kota leżą co raz to nowe stosy makulatury zapisanej hieroglifami, z których wypadałoby uczyć się na bieżąco.
Zdarza mi się być leniwą, nie ma w tym nic dziwnego, ale przedmioty typu prowadzenie działalności gospodarczj doprowadzają mnie do stanu hibernacji : ). Podziwiam osoby, które mają te wszystkie dziwne pojęcia w jednym palcu, i nienawidzę ich, gdyż dla mnie są robotami, a nie ludźmi.

5 listopada 2010

Jesienne medytacje.

Nic, tylko świst wiatru spomiędzy niedomkniętych okien. Pogoda jest straszna, a u mnie zaczyna się dokładnie to, co rok temu. Z powietrzem przylazło coś dziwnego, co odbiera mi wewnętrzną radość, wyciąga swoje wielkie łapska i zgarnia z półek co popadnie. Z tego właśnie powodu lubię wstawać wcześnie rano i jechać do szkoły. Wbrew pozorom, tam się nie myśli...