11 sierpnia 2011

Tak bardzo chciałabym zniszczyć w sobie ułudy, które rujnują moją psychikę. Czasem mam wrażenie, że z wszystkiego tego, co dzieje się w mojej głowie, mogłaby powstać całkiem intrygująca książka...

26 lipca 2011

Poddaję się kuriozalnym medytacjom rezydującym zakamarki umysłu, na który z ogromną siłą napiera chęć rozmowy z kimś bliskim. Bliskim z wyboru, z serca.

22 lipca 2011

Ślęczenie nad postem, który (z powodu automatycznego wylogowania) i tak zostaje usunięty  jest cholernie irytujące.
Być może to znak, żebym wszystko to, czym chciałabym się z kimś podzielić, zostawiła dla siebie...
Być może moje własne przemyślenia w moim wnętrzu będą najbardziej bezpieczne...
Być może...

29 marca 2011

Operacje głosem na duszach ludzkich, czyli wczorajszy koncert Kayah & Royal String Quartet.

Już pierwsze dźwięki kwartetu Royal sprawiły, że wszystko dookoła widziałam nieostro (no, domyślcie się czemu), a głos Kayah (którym "operowała" do tego stopnia, że miałam wrażenie, iż najogromniejszy żyrandol jaki w życiu widziałam przeistacza się w żarówkę od lampek choinkowych) pozbawiał ludzi oddechu.
Nikt, kto nie miał okazji tego przeżyć, nie jest w stanie zrozumieć mojego obecnego stanu. Zrozumie go za to niespełna tysiąc osób znajdujących się wtedy na sali.

18 marca 2011

Ostatnimi czasy dopadł mnie deficyt słowny i oszukuję się tym, że potrafię wyrazić się w malarstwie. Cień grafitu i smuga akwareli na kartce to nie Ja.

1 marca 2011

Z bólem głowy i gorączką (spowodowaną przeziębieniem) spoglądam na palące słońce wkradające się przez moje okno do pokoju.
Miejmy nadzieję, że to już wiosna.

Wiosna przyjdzie i tak.



 "Po koncercie aż nie można dojść do siebie. Chciałoby się tam wracać. Kayah jest magiczna."

Po 28 marca będę dochodzić do siebie. : )

25 lutego 2011

Przystopować po całym tygodniu nauki nie jest łatwo, nie mnie.

14 lutego 2011

Konstrukcja życia - z pozoru skomplikowana budowa, która nie jest znana większości ludziom, głównie tym błąkającym się bez celu i wbijającym próżność w swoje ścieżki coraz głębiej. Ja swoją znam, czuję i sama jestem gotowa przyznać sobie słuszność. Otóż, moje życie składa się wyłącznie z ciągłych przemyśleń i marzeń. (Może to i brzmi infantylnie, ale jest zupełnie odwrotnie - czasem mam wrażenie, że żyję tu od jakichś osiemdziesięciu lat, a lata te nie były kolorowe, ani nawet czarno - białe. Były w kolorze sepii.) Przemyślenia zabijają moją wiarę we wszystko i chęć do życia ze szczerym uśmiechem na twarzy. Marzenia natomiast koją to, co naruszą te pierwsze. Filozofowanie w moim wydaniu nie jest zdrowe dla mojej psychiki, która - wydawałoby się - wytrzyma wiele. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Wracając do fantazji, imaginacji, jakimi są marzenia, można porównać je do agawy (rośliny, która kwitnie tylko raz w swoim życiu), a ludzi do ślepców. Wzrastając, roślina jest zbyt niedojrzała, by po nią sięgnąć, a więdnąca nie odrodzi się nigdy więcej. Po marzenia trzeba sięgać tylko wtedy, kiedy osiągają fazę pełnego rozwoju. My, jako "niewidomi", możemy tylko przeczuwać w jakim momencie wyciągnąć dłoń.

10 lutego 2011

Chęć wyjścia poza dom w trampkach graniczy w mojej głowie z całkiem niemałym marzeniem. Tak, należę do osób narzekających na zimę, mam gdzieś, że jest luty i śniegu powinno być po kolana. Śniegu jednak nie ma, a kalendarz jest kalendarzem - mamy luty. Ubolewam również nad tym, że wcześniej niechciane przeze mnie ferie dobiegają końca. Bywa, że sama siebie nie rozumiem...
A teraz idę, zaznaczę sobie dzisiejszą datę w kalendarzu, bo właśnie budzi się we mnie niezły malkontent, a nie chcę powtórzyć tego za rok.

6 lutego 2011

Ostatnio zauważyłam, że zamiast fotografowania wolę ubierać wszystko w słowa. Zapewne to skutki niepogody, ale przynajmniej odpocznę od zdjęć i nabiorę sił na nowe, lepsze.

Dni mijają. Najzabawniej te w towarzystwie małej Zuzi, którą w następnym tygodniu kradnę do siebie na noc. Nie będzie to noc przegadana, chociaż mała, jak na 7 miesięcy, gaworzy/śpiewa/"gada" całkiem nieźle. : ) Muszę się więc nacieszyć wolnym czasem, bo powrót do szkoły i ostatnie dwa miesiące w niej spędzone będą bardzo zawiłe, a moje nastawienie (w walce o jeszcze lepsze oceny) bojowe.

27 stycznia 2011

Skoro pierwsza zasada życia brzmi: nie przywiązuj się do rzeczy, miejsc i ludzi... to chyba ostro ją łamię.

14 stycznia 2011

Piątek.

Tak, właśnie, mamy piątek. Dzisiejsza ranna pobudka nie niosła za sobą jakiegokolwiek sensu, zaszkodziła wręcz nieco bardziej, niż pomogłoby spanie do 12.

Dwa języki polskie przeminęły z wiatrem i sprawiły tym samym, że przeminęło jakieś 46% dnia szkolnego.

Studniówkowcy z radością i odrazą do wszelakich wystąpień publicznych (nie będę tłumaczyć o co chodzi) wymaszerowali ze szkoły przed 11, ja również.

+ Wałkuję w kółko piosenkę "Dobre złe nieważne" o tekście, który pochłaniam doszczętnie. Kayah jest mistrzynią w tworzeniu poezji. ♥

1 stycznia 2011

Zegar wybijający północ, stara kamienica, obce mieszkanie, enigmatyczne drzwi.

Ostatnio przypomniałam sobie książkę, którą czytałam baaardzo dawno temu (tytułu nie pamiętam, a szkoda, bo sięgnęłabym po nią z chęcią) i pomyślałam, że fajnie było by znaleźć się choć na chwilę w opisanym w niej świecie. Zbłądzić gdzieś pomiędzy literką "n", a "t" i uwierzyć w sens słowa "fantastyczny". Zbudzić się nagle w bieli łóżka, zbiec po schodach w koszuli z kieszeniami pełnymi wiatru, dotknąć drzwi prowadzących do spełnienia marzeń. Wejść do ogrodu i zrywać je z drzew.
Może zbyt proste, może nudne...
Ale jakie piękne.