Post poświątecznoprzedsylwestrowy.
...i choć święta już minęły, a sylwester traktuję jako ludzki wygłup/nieporozumienie, pozytywne jest to, że mam wolne i mogę robić to co lubię.
17 grudnia 2010
15 grudnia 2010
W dzisiejszym świecie człowiek z własnymi pasjami i miłościami nie poddający się żadnym naciskom otoczenia wydaje się być nieprzeciętnym. Nie ukrywam, że uważam to za cholernie dziwne, bo przecież wszystkie emocje i wartości stworzone zostały przez ludzi (a właściwie Z ludzi) dla ludzi. Ja to szanuję i dobrze mi z moim byciem sobą, nawet bardzo. Nie wsiąkam w ludzi z którymi przebywam. Żal mi natomiast osób, które przez głupotę tracą to wszystko co mają w sobie ci nieliczni, a mają naprawdę wiele. Wiem, bo sama przekonałam się o tym śledząc własne opinie, które zmieniały się pod wpływem czasu. Wszyscy wokoło tłumaczą mi jednak dlaczego tak jest. Abderyci widzący na drodze ciągle tylko zielone światła, gdyż są życiowymi daltonistami, nie stawiają sobie żadnych celów, nie potrafią marzyć, żyć dla siebie... Osobowość na pokaz jest przeźroczysta, nijaka i niefajna.
Ich zajmuje "sex, drugs & rock & roll" podczas gdy Ja najzwyczajniej chciałabym poczytać książkę.
Lgnę do inteligentnych ludzi, którzy nie mierzą wszystkich jedną miarą. Rozmowy z nimi i mój podziw nie mają końca.
Ich zajmuje "sex, drugs & rock & roll" podczas gdy Ja najzwyczajniej chciałabym poczytać książkę.
Lgnę do inteligentnych ludzi, którzy nie mierzą wszystkich jedną miarą. Rozmowy z nimi i mój podziw nie mają końca.
2 grudnia 2010
Piękny zimowy czwartek.
Mam wiele motywów uzasadniających dlaczego uważam ten dzień za piękny, właśnie. Po pierwsze - kocham mieć śnieg przed oczami, pod stopami i za kołnierzem, mimo wszystko! Podczas zimy mam miłe skojarzenia z zamieszaniem przedświątecznym, które - na pewno przyznacie mi rację - ma swój urok. Dzień też jest piękny również dlatego, że nie muszę marznąć w szkole, którą z resztą jako budynek i (bardzobardzo niektórych) ludzi, po prostu lubię. Właściwie nie wiem czy to dobry argument, powiedzmy, że po części tak.
Są jeszcze inne argumenty, a właściwie wiadomości, między innymi taka, że mogę odetchnąć z ulgą, gdyż moi drodzy - zdałam maturę próbną (szczególnie jestem zadowolona z języka polskiego) oraz to, że moja mała Zuzanka dorobiła się pierwszego zęba. : )
Mam wiele motywów uzasadniających dlaczego uważam ten dzień za piękny, właśnie. Po pierwsze - kocham mieć śnieg przed oczami, pod stopami i za kołnierzem, mimo wszystko! Podczas zimy mam miłe skojarzenia z zamieszaniem przedświątecznym, które - na pewno przyznacie mi rację - ma swój urok. Dzień też jest piękny również dlatego, że nie muszę marznąć w szkole, którą z resztą jako budynek i (bardzobardzo niektórych) ludzi, po prostu lubię. Właściwie nie wiem czy to dobry argument, powiedzmy, że po części tak.
Są jeszcze inne argumenty, a właściwie wiadomości, między innymi taka, że mogę odetchnąć z ulgą, gdyż moi drodzy - zdałam maturę próbną (szczególnie jestem zadowolona z języka polskiego) oraz to, że moja mała Zuzanka dorobiła się pierwszego zęba. : )
26 listopada 2010
W pjatnicu...
Tym razem optymistycznie. Dlaczego? Bo jest piątek, a w piątek mogę wziąć w rękę moje zeszłotygodniowe łupy książkowe, które kuszą mnie cholernie, jak to książki. Nie wiem kto zaraził mnie tą miłością, ale jak się dowiem to mu podziękuję (i ukradnę jego książki ; D).
Chciałabym... muszę (!) zebrać się w sobie i znaleźć przynajmniej godzinę na porządne zdjęcia. Modelkom na razie mówię: nie. Nie mam cierpliwości i przestaniecie mnie lubić jak schrzanię waszą pracę i zburzę nadzieje na dobre ujęcia : ). Tak mówię za to naturze martwej. Tylko when?
Tym razem optymistycznie. Dlaczego? Bo jest piątek, a w piątek mogę wziąć w rękę moje zeszłotygodniowe łupy książkowe, które kuszą mnie cholernie, jak to książki. Nie wiem kto zaraził mnie tą miłością, ale jak się dowiem to mu podziękuję (i ukradnę jego książki ; D).
19 listopada 2010
14 listopada 2010
14 listopada
Za kilka dni czekają nas kolejne matury, a tu na łóżku obok mojego kota leżą co raz to nowe stosy makulatury zapisanej hieroglifami, z których wypadałoby uczyć się na bieżąco.
Zdarza mi się być leniwą, nie ma w tym nic dziwnego, ale przedmioty typu prowadzenie działalności gospodarczj doprowadzają mnie do stanu hibernacji : ). Podziwiam osoby, które mają te wszystkie dziwne pojęcia w jednym palcu, i nienawidzę ich, gdyż dla mnie są robotami, a nie ludźmi.
5 listopada 2010
Jesienne medytacje.
Nic, tylko świst wiatru spomiędzy niedomkniętych okien. Pogoda jest straszna, a u mnie zaczyna się dokładnie to, co rok temu. Z powietrzem przylazło coś dziwnego, co odbiera mi wewnętrzną radość, wyciąga swoje wielkie łapska i zgarnia z półek co popadnie. Z tego właśnie powodu lubię wstawać wcześnie rano i jechać do szkoły. Wbrew pozorom, tam się nie myśli...
Nic, tylko świst wiatru spomiędzy niedomkniętych okien. Pogoda jest straszna, a u mnie zaczyna się dokładnie to, co rok temu. Z powietrzem przylazło coś dziwnego, co odbiera mi wewnętrzną radość, wyciąga swoje wielkie łapska i zgarnia z półek co popadnie. Z tego właśnie powodu lubię wstawać wcześnie rano i jechać do szkoły. Wbrew pozorom, tam się nie myśli...
29 października 2010
27 października 2010
23 października 2010
21 października 2010
18 października 2010
Poniedziałek, jesień, i tym podobne. : )
Tak nudnego poniedziałku jeszcze nie było. Wiem, że ostatnio narzekam na nudę (a jako, że jesień mamy zaawansowaną - monotonia jest standardem), ale za oknem jest naprawdę cudownie! W tym problem, bo jestem leniem. To znaczy - Ja tak twierdzę (w końcu monarchiaaa, nie?). Twierdzę, albo po prostu marudzę. Może lepiej pójdę rysować.
Nie mogę doczekać się sobotniej sesji, bo niedość, że z Ingą, to jeszcze w taaakiej scenerii. : )
Dzisiejsze barwy na ulicach powaliły mnie na łopatki.
17 października 2010
Znienawidzona niedziela.
Jak wyżej. Zdecydowanie wolałabym dwa poniedziałki, niż nawet kilkusekundową niedzielną bezczynność. Tak właściwie to nie należę do osób lubących nudę, więc marazm nie jest w stanie podać mi dłoni. Zaraz obsypię się książkami, potem przerzucę się na rysunki, włączę wszystkie płyty, które mam, poukładam ołówki od najtwardszych i zgłupieję. Tak, zgłupieję, ale przynajmniej ze świadomością, iż mam porządek nie tylko na biurku, ale i w głowie.
13 października 2010
Dziś w roli głównej wtorkowy zachód Słońca.
Być może jestem dziwna, bo nawet chodząc unoszę głowę i patrzę w niebo ("być może" brzmi tu raczej przypuszczająco, niż twierdząco), ale dla mnie Niebo jest cholernie magicznym "obiektem" (raczej błękitnym pejzażem), i choć od magii trzymam sie z daleka, ono przyciąga mój wzrok zawsze. Stamtąd wyczytałam chyba najwięcej marzeń, tam widzę najwięcej wspomnień. Jest jak film dokumentalny o mnie samej. O mnie i o niektórych z was, bo was znam, ale to jaką odgrywacie tam rolę zależy tylko od was. Bardzo chciałabym wiedzieć jak nazwać tę pokrętną lecz uwielbianą przeze mnie moją własną osobowość, która pozwala mi to wszystko tak łatwo dostrzec, bardzo.
Wybaczie mi zdjęcia z telefonu, ale zrobione są symbolicznie. Dla Natalii.
9 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






